Rower z silnikiem – co na to przepisy?

Choć sam nie jestem zbyt entuzjastycznym fanem montowania silników w rowerze, zdaję sobie sprawę, że jest wiele osób, którym taki dodatek bardzo ułatwia jazdę. Na Rowerowych Poradach publikowałem dwa teksty o silnikach rowerowych: O silniku spalinowym oraz o silniku elektrycznym. W obu przypadkach, w komentarzach rozpoczęła się bardzo ciekawa i gorąca momentami dyskusja. Można by powiedzieć, że te wpisy zaczęły żyć swoim drugim, lepszym życiem :) W benzyniakach jest już ponad 100 komentarzy, w elektrykach ponad 40. Śmiało możecie zadawać tam pytania, zawsze ktoś siedzący w temacie coś podpowie.

Pojawił się też temat legalności takich silników. Czy zgodnie z przepisami można je stosować. Z elektrycznymi silnikami sprawa jest jasna (zwłaszcza, że można bez problemu kupić fabryczny rower z napędem elektrycznym).

Prawo o ruchu drogowym, artykuł 2, punkt 47

Rower – pojazd (…) poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem; rower może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny, zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V, o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h.

Sprawa więc jest jasna, możemy śmiało poruszać się rowerem z silnikiem o mocy do 250 Watów (malutko, ale co zrobić) ze wspomaganiem działającym do prędkości 25 km/h i co bardzo istotne – działającym jedynie podczas pedałowania. Gdy nie pedałujemy – napęd elektryczny ma się wyłączać.

Komplikacje zaczynają się przy silniku spalinowym. W przepisach nie jest wprost napisane, że takie pojazdy są dopuszczone do ruchu. Mamy jedynie definicję motoroweru.

Prawo o ruchu drogowym, artykuł 2, punkt 46

Motorower – pojazd (…) zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50 cm3 lub w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h;

Można by powiedzieć, że w takim razie rower z silnikiem spalinowym do 50 cm3 – to motorower. A co się z tym wiąże – konieczność rejestracji, jazda w kasku, płacenie OC. Chociaż podejrzewam, że sprawa utknęłaby już na rejestracji – bo gdzie homologacja, gdzie numer nadwozia?

To się kupy nie trzyma i jeśli ustawodawca nie pomyślał o takich rowerach, to trzeba sobie jakoś radzić. Dużym wsparciem dla miłośników silników w rowerze jest Wyrok SN z dnia 25 października 2007 r., sygn. III KK 270/07 o następującej treści:

Obowiązująca ustawa karna, jak i ustawa z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. z 2003 r., Nr 58, poz. 515) nie definiują określenia „pojazd mechaniczny”, jakkolwiek ta druga w art. 2 jednoznacznie odróżnia pojęcie: „pojazdu silnikowego” od „roweru”, stanowiąc, iż tym pierwszym jest „pojazd wyposażony w silnik, z wyjątkiem motoroweru i pojazdu szynowego”, zaś tym drugim „pojazd jednośladowy lub wielośladowy poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem”. Za pojazdy mechaniczne należy uznać pojazdy zaopatrzone w poruszający je silnik (pojazdy samochodowe, maszyny rolnicze, motocykle, lokomotywy kolejowe, samoloty, helikoptery, statki wodne i inne), jak również pojazdy szynowe zasilane z trakcji elektrycznej (tramwaje, trolejbusy). Jeżeli chodzi o inne – niemechaniczne – pojazdy, to będą nimi w szczególności zaprzęgi konne, rowery, a także statki żaglowe, szybowce. Ponadto nie są pojazdami mechanicznymi rowery zaopatrzone w silnik pomocniczy, o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50 cm3, które zachowują wszystkie normalne cechy charakterystyczne budowy, umożliwiające ich zwykłą eksploatację jako rowerów. Link do wyroku.

Czyli innymi słowy, jeżeli rower ma silnik do 50 centymetrów sześciennych, ale nadal zachowuje cechy roweru – czyli można na nim jeździć, bez włączonego silnika i pedałując – jest to legalne. Pozostaje oczywiście kwestia ewentualnego sporu z policjantami zatrzymującymi do kontroli taki pojazd. Gdzieś w internecie znalazłem poradę, by wozić ze sobą zacytowany przeze mnie wyrok Sądu Najwyższego.

A jakie są Wasze doświadczenia po kontrolach policyjnych rowerów z silnikiem spalinowym i elektrycznym? Zdarzają się w ogóle takie kontrole?

Spodobał Ci się ten wpis?

Zapisz się na newsletter, otrzymasz informacje o nowych rowerowych artykułach.

Otrzymasz również e-book "10 sprytnych rowerowych porad".

 
 

47 komentarzy

  • Marzec 18, 2014

    Tomek

    Wg mnie rower elektryczny byłbym fajną alternatywą do zatłoczonych miast, ale unijni lewacy tak „zabezpieczyli” rowerzystów przed skutkiem szybkiej jazdy na rowerze, że rower elektryczny stracił rację bytu.

    Po co komu te ograniczenia 250W i 25 km/h? Na zwykłym rowerze szosowym przeciętny rowerzysta bez problemu rozpędza się do 40km/h i jakoś nikt mu ogranicznika nie zakłada. Silnik 250W to kpina. Duży facet, który waży powiedzmy 140 kg pewnie nawet nie zauważy tego wspomagania podczas podjeżdżania pod większe wzniesienie.

    Unijne patałachy, na których łożymy wielkie pieniądze z jednej strony zabijają silniki spalinowe wprowadzając coraz bardziej absurdalne normy czystości spalin, a z drugiej nie pozwalają na wprowadzenie silników elektrycznych. Może chcą nas przywiązać na powrót do ziemi i odnowić pańszczyznę?

    W Szwajcarii często widuję rowery z większymi silnikami elektrycznymi. Taki rower ma wtedy małą tabliczkę rejestracyjną, ale rowerzyści i tak jeżdżą bez kasków. Pewnie są tu na to jakieś odrębne przepisy. W Polsce popyt na rowery rejestrowane na motorowery byłby pewnie mały, dlatego rowery te nie są powszechne w sprzedaży.

  • Marzec 18, 2014

    MaciekR

    Nie zgadzam się, że ograniczenie do 250W/25kmph to mało. Kwestia zastosowania. Zauważ że 99% rowerów z wspomaganiem elektrycznym to rowery miejskie, a Ty porównujesz go z rowerem szosowym. Nie ten rodzaj roweru, nie to zastosowanie. Miałem kiedyś okazję jechać „elektryczną” gazelą po mocno górzystym Trójmieście. Przejechanie z Gdyni do Gdańska (centrum-centrum: ok 25km) w rozsądnym czasie i nie będąc spocony (ważne dla pracujących w biurach) można bez problemu osiągnąć. A lekki nie jestem i łatwo się pocę. :-)

    Rozumiem rosnącą popularność tych rowerów w Holandii. No i możliwość legalnego jeżdżenia po ścieżkach. Gdyby nie ich cena…

    A ograniczenie prędkości ma sens. Np. w Holandii popularne i legalne jest jeżdżenie takimi mini skuterami (zdaje się, że nazywają je ‚snorfiets’ — poprawcie mnie jeśli się mylę), które właśnie mają także ograniczenie do 25km/h (nie jest to rower, ani motorower). Jednak coraz więcej osób narzeka na ich obecność, gdyż popularne jest odblokowywanie ogranicznika prędkości, co już bywa bardzo niebezpieczne. Uczmy się na doświadczeniu bardziej „rowerowych” krajów.

    Jak coś jeździ więcej niż 25, to już rejestrujesz jako motorower, ale nie masz prawa korzystać z ścieżek rowerowych.

    Prawda jest taka, że rowery ze wspomaganiem elektrycznym są robione z myślą o jeździe miejskiej, gdzie inni uczestnicy (na holendrach, albo urban bike — nie wiem jak to przetłumaczyć) jeżdżą średnio 10-15km/h. Charakterystyka czujnika obciążenia jest tak zrobiona, że najbardziej się przydaje podczas ruszania i stromych podjazdów oraz jazdy pod wiatr (szczególnie z dużym obciążeniem). W pozostałych przypadkach rozpędzasz się siłą własnych mięśni, a limitem jest Twoja kondycja i warunki pogodowe. Tam nie ma magicznego hamulca, który działa jak ogranicznik prędkości. Na takim rowerze, na płaskim da się rozpędzić do ok 30km/h, później opory powietrza (wyprostowana sylwetka) dają o sobie znać.

    Piszę to z punktu widzenia nie rowerzysty, ale osoby wykorzystującej rower jako środek transportu.

    PS. Ideologi i polityki bym tutaj nie mieszał, jakoś nie widzę związku. :-)

    PS2. Człowiek może przez kilka godzin wytwarzać energię mechaniczną 0,2 KM, czyli jakieś 140W, więc i tak mniej niż taki silnik. Polecam stary, ale jary, artykuł z MT: http://poziome.republika.pl/mt_5_86.htm.

  • Marzec 18, 2014

    Andrzej Lublin

    Łukaszu natrudziłeś się, ale wszystko jasne.

    Ja osobiście nie obawiam się kontroli, bo przepisy są niejasne a luki w interpretacjach można rozważać na obie strony.
    Ja w razie kontroli nie przyjmuję żadnych mandatów, jeśli policjant kiedyś się uprze ( jeszcze mi się to nie zdarzyło) to ja zdecydowanie stoję przy swoim i bez wahania ich zawiadamię, że nie zapłacę i spotkamy się w sądzie.
    W Lublinie policja jest w miarę rozsądna i oni też nie bardzo wiedzą jak do tego podejść, dlatego wolą nie
    podejmować tematu.
    Częściej jest tak że oglądają pytają ew. sprawdzą trzeźwość i jadę dalej.
    Staram się nie jeździć z włączonym silnikiem w miejscach gdzie spacerują rodzice z dziećmi np. po parku i niepotrzebnie nie prowokuję panów w mundurach czyli nie wchodzimy sobie w drogę.

    Pozdrawiam Andrzej Moraczewski Lublin
    GG. 3000137

  • Marzec 18, 2014

    Łukasz - Rowerowe Porady

    Z drugiej strony lepiej gdy coś jest „dwuznaczne”, niż gdyby były całkowicie zakazane.

  • Marzec 19, 2014

    bik4done

    Gdyby nie ceny i jakość dróg, to rowery z elektrycznym wspomaganiem byłyby u nas chętnie używane przez osoby starsze, lub nie w pełni sprawne, które nie pojadą pod górkę i pod wiatr, a chętnie sobie „podpedałują”.

    Całe życie nie będziemy w pełni sprawnymi byczkami, a technika może nas w tych trudniejszych momentach wspomóc.

  • Marzec 19, 2014

    MaciekR

    Moim zdaniem nie tylko dla osób starszych. Co prawda młody nie jestem, ale 33 lata to nie wiek emerytalny ;-).

    W Trójmieście, które ma wiele stromych podjazdów (szczególnie w Gdyni) mój „zasięg” wynosi 15km, żeby się nie spocić, a jednocześnie nie jechać powoli (może poza upałami — pocę się jak świnia). Rower elektryczny wydłużył zasięg do 25km. I mogę jechać ubraniu jakie używam w biurze.

    Szkoda że musiałem go oddać.Cichy, nie zwraca na siebie uwagi (akumulator jest pod bagażnikiem), no i mina wyprzedzanych na wzniesieniach rowerzystów w sportowych ubraniach przez kolesia na miejskim rowerze bezcenna. ;-)

    Kiedyś zapytałem policjanta z trójmiejskiej drogówki czy miał do czynienia z takimi rowerami, mówił że tak i problemów nie robią.

  • Marzec 19, 2014

    Łukasz - Rowerowe Porady

    Ano właśnie, przy elektrycznym rowerze często na pierwszy, szybki rzut oka można nawet nie zauważyć, że ma on silnik :)

  • Marzec 19, 2014

    Tomek

    Z tego co zauważyłem, to w Polsce rowery elektryczne mają przeważnie silnik zamontowany w przednim lub tylnym kole. W Szwajcarii silnik przeważnie umieszczony jest na wysokości osi supportu. Ktoś może wie skąd taka różnica i na co to wpływa?

  • Marzec 19, 2014

    Łukasz - Rowerowe Porady

    To chyba nie ma związku z krajem, tylko ew. popularnością producenta w danym kraju. Również rowery sprzedawane w Polsce mają silniki zintegrowane z korbą.

    Różnica jest na pewno w wyważeniu roweru, według mnie lepiej jest mieć silnik na środku, ewentualnie z przodu niż tyłu. Ponieważ to na tył idzie największy ciężar: duża część masy naszego ciała, przerzutki, bagażu.

  • Marzec 19, 2014

    MaciekR

    Umieszczenie silnika nie zależy od kraju, a nawet od producenta. W zasadzie nie wiem, które jest lepsze. To już kwestia konkretnego rozwiązania. Ostatnio zaczynają dominować rozwiązania z silnikiem w przedniej osi. Silnik swoje waży. Z resztą to ich główna wada. Jeśli mi ktoś powie, że to są rowery dla leniwych to polecam codzienne wnoszenie 25kg roweru w bloku, w starym budownictwie — można sobie wyrobić mięśnie. ;-)

  • Marzec 19, 2014

    MaciekR

    Nie a propos, ale Batavus chyba przebił wszystkich producentów pomysłem, gdzie schować akumulator: w osłonie łańcucha. :D

  • Marzec 19, 2014

    Łukasz - Rowerowe Porady

    Ciekawy patent, odciąża tylne koło i zapewne zwiększa nośność bagażnika. Ale ja bym się zastanawiał nad ewentualną wymianą akumulatora za kilka-kilkanaście lat.

    Hmmm… a może Batavusowi o to chodzi. O autorskie rozwiązania, by potem zarabiać krocie na częściach zamiennych.

  • Marzec 19, 2014

    MaciekR

    Z tego co widzę np. tutaj: http://www.rowerystylowe.pl/p-2629/batavus-fuego-e-go-d8p jest łatwo demontowalny. Minus to pojemność: 9Ah, co jest wartością przeciętną, konkurencja oferuje już 14Ah. Ale za to jaki kamuflaż. :-)

  • Marzec 20, 2014

    Tomek

    Myślę, że nie ma co się przejmować tym, jak będzie wyglądała wymiana baterii za x lat, bo konstrukcja tego roweru jest na tyle nietrwała, że za 10 lat będzie trzeba wymienić pół roweru i to wcale nie przy codziennym katowaniu. Taniej będzie kupić nowy:
    przerzutka w piaście nexus nie jest sprcjalnie wytrzymała, manetka obrotowa lubi łapać luzy i pękać, sztyca amortyzowana, to strasznie nietrwały element, po paru latach do wymiany, dziwna konstrukcja amortyzatora z przodu- nie wiem co z jego trwałością i ewentualną wymianą.

  • Marzec 20, 2014

    MaciekR

    Akurat z częściami zamiennymi nie jest problem, rozwiązania są dwa:
    - wysyłasz do producenta numer ramy i jaką część potrzebujesz
    - kupujesz bezpośrednio od poddostawcy (po prostu nie będziesz miał naklejki gazelle/batavus/sparta itp.).

    Ja gazelle mam zaledwie rok więc nie wypowiadam się, ale wybrałem tego producenta, gdyż znam cztery osoby, które używają ich w polskich warunkach (rowery w wieku od 4 do 9 lat) i to przez cały rok. Jednemu poszedł amortyzator w sztycy po 6 latach (waga rowerzysty 110kg), łańcuch średnio po 5 latach codziennej jazdy do wymiany.

    A ten dziwny amortyzator powietrzny z przodu: jest cholernie trwały, ale nie nadaje się do dużych obciążeń, o ile przejazd przez krawężnik ładnie wytłumi, to jazda terenowa to dla niego za dużo. No i o jego zalecie także ja się przekonałem w zimę; umieszczenie go nad błotnikiem, a nie jak w tradycyjnych rozwiązaniach w widelcu, powoduje, że jest bardzo dobrze chroniony przed solą i jest bezobsługowy.

    Swoją drogą zastanawiam się jak i gdzie jeździsz, że masz takie problemy z awaryjnością. Ja 30km dziennie po mieście, ciągła zmiana biegów (światła, korki, wzniesienia), w każdą pogodę poza gołoledzią. Ważę coś ok 90kg + bagaż. Wcześniej jakiś trekkingowy krossa, teraz gazelle. Moja dziewczyna podobna trasa, tyle że od 3 lat rower ten sam. Żadnych awarii poza przebitymi oponami. No dobra, rower dziewczyny wymaga centrowania kół — kobieta nie zna strachu przed krawężnikami. ;-)

  • Marzec 20, 2014

    JDG

    Zauważmy że Wyrok SN z dnia 25 października 2007 r., sygn. III KK 270/07 pochodzi z 2007 roku, czyli z przed ostatniej noweli kodeksu drogowego z 2011, która to nowela doprecyzowała definicję roweru, nie pozostawiając absolutnie żadnych wątpliwości co do rodzaju wspomagania. Wyłącznie elektryczny (katalog zamknięty).
    Dlatego stawiam stanowczą tezę: rower spalinowy jest nielegalny!
    Co do silnika elektrycznego – 250 W to bardzo rozsądna moc. Wspaniale pomaga w zmaganiach z wiatrem i górkami. Zaznaczam – POMAGA.
    Szybkość 25 km/h również uważam za rozsądną dla wspomagania – chociaż to ograniczenie nie jest wcale konieczne, bo silnik 250W wiele więcej nie poleci – chyba że z wiatrem i z górki ;)
    A jeśli komuś mało – nikt nie zabrania jeździć 70 km/h na pedałach ;)

  • Kwiecień 2, 2014

    Adum

    Ja również nie przepadam za rowerami, które są wyposażone w silnik, ale… czy dobrze rozumiem? Żyjemy w kraju, w którym jeżdżąc na rowerze powinno się wozić ze sobą wyrok sądu najwyższego? :D

  • Kwiecień 2, 2014

    MaciekR

    @ADUM: Poczekaj jak dożyjesz wieku emerytalnego, zmienisz zdanie. :-)

    A tak bardziej poważnie. W wieku ok 20 lat uważałem rowery elektryczne za fanaberię i jedynie rozumiałem ich przydatność wśród osób z ograniczoną sprawnością ruchową. Kilkanaście lat później, jak zrezygnowałem z auta na rzecz roweru na dojazdach do pracy (nawet nie przez korki, szukanie miejsca parkingowego to mordęga, auto używam w weekendy i większe zakupy), to doszedłem do wniosku, że to nie takie głupie, jak ktoś pracuje w biurze „pod krawatem”. Nie zdziwię się, że jak obecny rower mi się „zużyje”, to następnym mógłby być już elektryczny. Dla mnie oznacza to zwiększenie zasięgu jaki mogę pokonać, nie pocąc się i mogąc go pokonać w rozsądnym czasie.

    A co do przepisów: cóż, taki mamy klimat. :D

  • Kwiecień 4, 2014

    Antyneutrino

    Jeśli mamy podejść do sprawy szczerze to mam mieszane uczucia do rowerów z dodatkowym napędem. Jeśli o mnie chodzi, w rowerze uznaje tylko napęd mięśniowy. Dziś mamy takie rozwiązania które pozwalają każdemu jeździć bez wspomagaczy – jest Ci za ciężko – zredukuj przełożenie.
    Wspomaganie elektryczne jestem w stanie zaakceptować u ludzi w podeszłym wieku, ale tylko takie, gdzie działa ono zgodnie z przepisami – czytaj nie zastępuje pedałowania a jedynie sprawia że jest ono lżejsze. Argumenty o poceniu się do mnie nie docierają – codziennie do pracy jeżdżę około 20 km (zależy którą trasę wybiorę a to zależy od pogody) i o ile na początku miałem problemy z poceniem się to po dłuższym treningu problemów nie mam (średnia prędkość po mieście to 22km/h wliczając w to jazdę po ścieżkach rowerowych, ulicach, światła, korki staram się omijać zgodnie z prawem ;) ).
    Problemem który się naradza są rowery z napędem elektrycznym / spalinowym który nie jest wspomagaczem a napędem stałym – odpalam silniczek, przestaje pedałować i sruuu 50km/h po ścieżce rowerowej, parku czy nawet chodniku… to jest problem, rowery dla emerytów można zaakceptować.

  • Kwiecień 4, 2014

    MaciekR

    „Dziś mamy takie rozwiązania które pozwalają każdemu jeździć bez wspomagaczy – jest Ci za ciężko – zredukuj przełożenie.”

    Zapraszam do Gdańska na Morenę, albo w Gdyni (w zasadzie gdziekolwiek, choćby klif nadmorski, albo północno zachodnie dzielnice). Utrzymaj tempo > 20 km/h z obciążonym rowerem jadąc w ubraniu do biura na odcinku 2x 15 km (a zwykle więcej — zakupy itp.). Na swojej drodze mam tylko 2 km na terenie o niewielkim nachyleniu. Nie bez powodu między Gdynią a Sopotem są robione samochodowe rajdy górskie (na zwykłych ulicach).

    Np. w Łodzi, Warszawie, gdzie jest płasko, poza wiaduktami, to nawet przerzutki nie są potrzebne. W Łodzi jazda z widzewskiego Janowa na Bałuty nie wymagała żadnego wysiłku z mojej strony.

    Ale wbrew pozorom nie różnica wzniesień jest problemem (każda górka się kiedyś skończy i będzie z górki), tylko — przynajmniej dla mnie — wiatr. W pasie nadmorskim liczba dni bezwietrznych jest niewielka. Jazda pod wiatr (50km/h) nie jest rzadkością.

    Ale jest jeden duży plus: obecność morza powoduje, że ilość mroźnych i upalnych dni jest stosunkowo mała, duża woda jednak stabilizuje temperaturę, przy okazji mało jest silnych burz. Pod tym względem jest o wiele przyjemniej niż np. w wspomnianej Łodzi. Niewiele jest dni, kiedy nie jeżdżę do pracy rowerem.

    Po prostu zdaję sobie sprawę, że wiecznie młody i sprawny nie będę i spadek sprawności dużo szybciej mnie dopadnie niż emerytura, a chcę jeździć jak najdłużej. Nie jeżdżę dla sportu ani dla poprawienia kondycji. Średnia moja prędkość to u mnie zaledwie 15 km/h.

    Natomiast zgadzam się z jednym: wszelkie napędy elektryczne/spalinowe, które nie wymagają pedałowania i jadą dużo szybciej od przeciętnego rowerzysty. Raz, że nielegalne, dwa robi się niebezpiecznie na ścieżkach. Coraz większy z tym mają problem w Holandii. U nas takie pojazdy są zbyt drogie — na szczęście.

  • Kwiecień 8, 2014

    Tom Horn

    Witam, cieszę się, że znalazłem tak fajną stronę jak ta (rowerowe porady). Ale nie o tym… Chwilę o „elektrykach”. Uważam, że elektryczny rower to przyszłość i coraz więcej producentów będzie w to „wchodziła”. Ograniczenia są co do prędkości i mocy silnika, ale na rynku jest już tyle alternatyw, że na upartego można zastosować silnik wytwarzający nawet 8 kilowatów… Ale to już dla szaleńców. Sam przerobiłem trzy lata temu Gianta Bouldera na elektryka. Silnik z przodu 550W, sztywny widelec, akumulatory żelowe (i to była masakra – bardzo duża waga) 18 AH, dzięki czemu przejeżdżałem bez pedałowania około 90-100 km nie przekraczając „przepisowej” prędkości. Ale po jednym sezonie sprzedałem rower, bo wydawał mi się za sztywny i za ciężki. Poprzedni sezon przejeździłem na normalnym rowerze a w tym roku wracam do elektryka dla siebie i syna. Uważam to za super frajdę, zwłaszcza dla syna (12lat), przypominając sobie swoją młodość i marzenia o motorowerze.. Silniki bezoporowe (minimum 500W), lżejsze, z dużym zapasem mocy, akumulatory o dużej pojemności i o stosunkowo małej wadze. Polecam. Z tym silnikiem można pedałować bez oporów a w razie potrzeby można duuużo szybciej dotrzeć do celu. Z pozdrowieniami z Piły, Tomasz

  • Kwiecień 10, 2014

    JDG

    Witaj Tomie Horn.W tym temacie rozważamy kwestie przepisów i nasz stosunek do nich, jeśli chodzi o wspomaganie silnikowe roweru.
    Powiedz nam – co sprawia że postanowiłeś zupełnie nie zwracać uwagi na prawo w tym zakresie?
    Czy nie obawiasz się związanych z tym konsekwencji? Nie mam tu na myśli ewentualnych kontroli policyjnych (policjanci się na tym, póki co, nie znają i nie są raczej w stanie odróżnić silnika 500W od 250W), ale postępowanie procesowe w razie (odpukać) kolizji lub wypadku.
    A jak się będziesz tłumaczył w sądzie i przed swoimi bliskimi jeśli twój 12 letni syn przewróci się na skonstruowanym przez ciebie rowerze przy prędkości 40-45 km/godz i wyrządzi sobie krzywdę?
    Myślę że wielu czytelników i uczestników tej dyskusji zainteresuje tok Twojego rozumowania. Pozdrawiam.

  • Kwiecień 10, 2014

    tom horn

    Bardzo słuszne spostrzeżenia. Jednak pozwolę sobie na uściślenie mojej opinii na ten temat. Po pierwsze, nigdy nie pozwoliłbym na ustawienie sterownika tak, aby syn mógł rozwinąć taką prędkość. Silnik 500 W to nie zawsze znaczy „duża prędkość”. Bardziej chodzi o moment obrotowy, czyli radzenie sobie z dużymi wzniesieniami odciążając kolana, z którymi sam notabene mam od lat spory problem. Faktycznie, prędkość roweru w mieście ponad 30 km (lub poza miastem też), to bardzo dużo, bo inni uczestnicy ruchu nie zdają sobie sprawy z tego, że to tylko rower. Wspomniałem w swoim poprzednim poście, o dużych mocach i prędkościach, ale nikogo nie namawiam, tylko ze swojego punktu widzenia polecam. Ale nie po to, aby to wykorzystywać na maxa. Podam przykład: czy mając bardzo szybkie auto, trzeba nim cały czas jeździć b.szybko? A motocykle? Też jeżdżę na motocyklu mając pod nogami 80 KM. Ale jeżdżę przepisowo. Więc nie łączmy możliwości „maszyny” z koniecznością ich wykorzystywania. Ale tak jak napisałem na początku – słuszne spostrzeżenia.

  • Kwiecień 10, 2014

    JDG

    Mam na myśli coś innego. Chodzi tu nie tyle o aspekty użytkowe (i ich ewentualne konsekwencje), co o ewentualne konsekwencje prawne. Pojazd który zamierzasz zbudować nie jest dopuszczony do poruszania się po drogach publicznych. Niezależnie od ustawionej na nim max prędkości.
    I o ile jadąc z prędkością 20 km/h rowerem weźmiesz udział w zdarzeniu – to masz niejako równe prawa z innymi uczestnikami zdarzenia. Bo wolno ci było po tej drodze jechać. O tyle jadąc 20 km/h Twoim pojazdem – już na starcie masz minus. Ponieważ jechałeś pojazdem, którym nie wolno ci było jechać.
    To trochę tak, jakbyś chciał jechać furmanką po autostradzie (chłop się tłumaczył: Ale panie! Jo jechołym wolno i rowym..;-)
    Chciałem spytać, czy ten prawny aspekt nie spędza Ci snu z powiek?

  • Kwiecień 10, 2014

    JDG

    I jeszcze dla zrozumienia niuansu:
    Jeśli podarujesz synowi tradycyjny rower. I ten syn jadąc z górki 40 km/h zrobi sobie krzywdę, to bedzie to wina siły wyższej. Po prostu wypadek.
    Podobnie będzie jeśli bedzie jechał z tej samej górki i z tą samą prędkością rowerem 250W.
    A czyją winę orzeknie sąd jeśli będzie jechał rowerem 500W?
    I w którym z tych trzech przypadków będziesz czuł się winny?
    Wiem że przykład to drastyczny, ale myślę że oddaje istotę problemu.

  • Kwiecień 10, 2014

    tom horn

    Oj drastyczny ten przykład… Coś mocno ten sąd podkreślasz kolego.. Syn nie rozwinie prędkości dzięki silnikowi powyżej 25 km/h. Z górki bez silnika osiąga na własne życzenie faktycznie prawie 40km/h. Powracając do silnika, zainstaluje mu sterownik, który nie wygeneruje więcej mocy dla silnika niż 250 W ( a może mu zainstaluje silnik 250W, nie wiem jeszcze). A idąc tropem kataklizmów i tragicznych wypadków, myślę, że to wszystko zależy od świadomości i od przypadku. Myśląc tragicznymi kategoriami, lepiej nie wychodzić poza obszar mieszkania. Zamykając temat z mojej strony, jestem świadomym człowiekiem, ale nie histeryzuję w przemyśleniach, robiąc rower elektryczny. A co powiem w sądzie, gdy coś się wydarzy? Póki co.. nie wiem. Mając 13 lat miałem motorynkę i wspominam ten okres młodości jako wspaniały. Jeżeli chłopak w wieku 12/13 lat chce bardzo mieć swój rower przerobiony (myślę, że fachowo) na elektryczny a mnie nie zrujnuje to finansowo – to będzie miał. Argumenty pt „sąd, wypadek, katastrofa, kalectwo” nie przemawiają do mnie :). Do zobaczenia, gdzieś może na tasie (a nie w sądzie) :). Tomasz

  • Kwiecień 10, 2014

    Tom Horn

    …i aby wszystko było jasne i dopowiedziane – nasze „szaleństwa” na elektrycznych rowerach planujemy w lesie i poza drogami publicznymi, wyciągając pełną moc w sensie niutonometrów a nie prędkości. Ekologicznie, cicho.. Na trasie – pedały, pedały i jeszcze raz pedały z pomocą el.silnika na wzniesieniach. Silniki bezoporowe są o tyle fajne, że praktycznie ich nie czuć pedałując, poza większą wagą roweru (co jest faktycznym minusem). Serdecznie pozdrawiam. T

  • Kwiecień 10, 2014

    JDG

    Nie, no wszystko OK Tomie.
    Oczywiście żeby być w zgodzie z prawem – po drogach publicznych będziecie swoje rowery prowadzić lub nieść ;)
    Zauważyłem że ludzie trochę dziwnie reagują (uciekają od dyskusji i stają się agresywni) jak im się tłumaczy kwestie odpowiedzialności prawnej. Bo to się wydaje takie „nierealne”….
    A swoją drogą, powiem ci w zaufaniu że sam też trochę myślę o silniczku 500W ;)
    No i kilka sprostowań kwestii technicznych:
    - bezoporowe są silniki z przekładnią planetarną i wolnobiegiem. Te mają moce 250 lub 350 W. Być może zdarzają się też silniki w granicach 500 W, ale bardzo rzadko. Silniki o większych mocach są bezprzekładniowe i przy jeździe na samych pedałach generują spory opór.
    - montaż silnika w przednim kole jest nieco ryzykowny. Co się stanie w przypadku awarii i zablokowania silnika w przednim kole? Przednie widełki nie są przystosowane do przenoszenia sił napędzających. Zmienne co do wektora siły związane z działaniem silnika bezprzekładniowego mogą urwać (zmęczeniowo) miejsce mocowania koła. Jest to szczególnie prawdopodobne przy widełkach aluminiowych, ale możliwe też przy stalowych. No i większe moce silnika też nie są tu obojętne.
    No i bez obrazy Tomku – pozdrawiam. Darek ;)

  • Kwiecień 10, 2014

    Tom Horn

    Darku, jestem daleki od obrażania się :). Powracając do silników, są 500W przekładniowe a w „piku” wytrzymują 1500W. Nazywają się „Mac”. Mam spore doświadczenia z silnikiem z przodu i nigdy do tego nie wrócę. Teraz już tylko tył i tylko bezoporowy. A przynajmniej do zadań normalnej jazdy. Chyba,że kiedyś będę chciał poszaleć w terenie, to można pomyśleć o normalnym bezprzekładniowym i dużej mocy. Kiedyś byłem na zlocie elektrycznych pojazdów.. Był tam rower, który miał 3 kW… Pytanie, po co… Rozpędzał się do 70 km/h w jakieś 7-10 sekund… Ale tak jak gdzieś tam wspomniałem – to szaleństwo i tylko do zastosowań poza aglomeracyjnych, jako sport.. Też serdecznie pozdrawiam. Tomasz :)

  • Kwiecień 10, 2014

    JDG

    I dlatego zachęcam do konstruowania i używania rowerów elektrycznych.
    Super-sprawa.
    Ale niech one będą w zgodzie z prawem (mniej-więcej). Wiemy wszyscy że prawo w naszym pięknym (skąd-inąd) kraju – jest jakie jest. Ale sam osobiście uważam że prawo drogowe jest raczej niezłe.
    Jeśli chodzi o jednoślady, jest prawie dobre:
    - jest zdefiniowany rower (prawie poprawnie – tylko trochę głupio – w przypadku zainteresowania chętnie podyskutuję;)
    - jest zdefiniowany motorower
    - są zdefiniowane motocykle
    I dla tego nie powinno się robić z rowera motorowera – bo rower. To rower ;)

  • Kwiecień 19, 2014

    LOGIKA

    A kto sprawdzi czy silniczek z oznaczeniem 250 nie ma wiekszej mocy ?:) motorower to nei bedzie w swietle prawa bo oznaczenia mowia same za siebie:) a fotoradary tez nei sa doskonale:) niech żyje szara strefa:)

  • Kwiecień 19, 2014

    pawel

    rower z sinlikiem spalinowym jest tak malo popularny ze z tymi przepisami o nielegalnosci mozecie sie schowac

  • Kwiecień 20, 2014

    JDG

    @ Logika – rzeczoznawca sprawdzi. Jak zrobisz komuś krzywdę lub wyrządzisz szkodę.
    @ Pawel – Ciekawy argument. Przedyskutuj tę sprawę z logiką ;) …pedofile też są tak mało popularni….
    Ehhh Bolanda…., Bolanda…. ;)

  • Kwiecień 21, 2014

    MaciekR

    „rower z sinlikiem spalinowym jest tak malo popularny[...]”

    Taaa…

  • Kwiecień 24, 2014

    romaniano

    ja mam brata 3 rowery spalinowe i nie zamieniłby sie za 3 rózne elektryki chociaz 3 litry na setke realnie pala na trybku 36zebów

  • Kwiecień 26, 2014

    arek

    mam silniczek spalinowy WSK „GNOM”z lat (1950)
    chodzi w rowerze na cacy…
    …can the can !!!

  • Kwiecień 27, 2014

    pawel

    tak samo samochodem mozna komus wyrzadzic krzywde jak i motorem i skuterem haha

  • Maj 31, 2014

    yago

    Do TOM HORN,
    Cześć,
    Wrzuciłbyś na mój mail — podaję (skasuj puste miejsca) yagotta @ gmail . com — małą wiadomostkę z telefonem ewentualnie? Buduję rowerek z asynchronicznym z tyłu, częściowo na pewno zlecę, no i wybieram powoli Austriaków z „elfkw . at ” (wyrzuć spacje), a tu widzę, że rodak pomyśli i potrafi.
    Pozdro,
    Yag

  • Czerwiec 1, 2014

    Damian

    Nie chciałem zbytnio czytać wszystkich wypowiedzi, ale chciałem dodać coś od siebie.
    Jak policja sprawdzi w silnikach spalinowych że silnik ma poniżej 50cm3? Zwłaszcza podczas kontroli.
    Musieli by sprowadzać specjalistyczny sprzęt i osoby uprawnione do przeprowadzania badań.
    Dodatkowo jeśli chodzi o rowery elektryczne.
    Tak samo jak powyżej, jak sprawdzą jego moc, skoro nigdzie nie ma napisane jaką ma moc? Tak samo nie udowodnią że SAM SILNIK ELEKTRYCZNY napędza rower powyżej czy poniżej 25 km/h.
    Równie dobrze mógłby napędzać do 25 km/h a przyśpieszać siłą mięśni.

  • Czerwiec 1, 2014

    MaciekR

    Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale — w świetle obecnych przepisów — sam fakt obecności silnika spalinowego oznacza konieczność rejestracji pojazdu. A pojazd, który ma dowód rejestracyjny ma informację o pojemności. Wszelka niezgodność i/lub wątpliwość — zabierają Ci dowód i musisz zrobić przegląd.

    W przypadku elektrycznych faktycznie może być ciekawie, ale jak policjant ma wątpliwość, to będziesz miał problem. Dawno nie pracuję w branży, w której się uczyłem, ale Polska Norma chyba nadal wymusza posiadanie na obudowie silnika elektrycznego jego parametrów.

    Generalnie oprócz PoRD masz szereg przepisów i norm. kupując rower z homologacją nie przejmujesz się nimi, bo zadbał o to producent. Samemu modyfikując napęd musisz się z nimi liczyć.

    Co do odblokowywania ograniczników prędkości — to jest problem i nie tylko w naszym Kraju.

  • Czerwiec 2, 2014

    JDG

    @ MaciekR – nie ma co poprawiać, bo się nie mylisz.
    To dzieciakom się wydaje że są wielkie cwaniaki. A w więzieniach nie ma ani jednego frajera. Same cwaniaki siedzą ;)

  • Czerwiec 12, 2014

    Wilio

    A mnie w czasie kontroli drogowej szanowni panowie oświadczyli, ze ograniczenie do 25 km/godz. istnieje dlatego aby uniemozliwic pojazdowi z silnikiem , bez tabliczki szybkie i dalekie oddalenie sie od miejsca zdarzenia. Mając pojazd z tabliczką po rejestracji zawsze istnieje mozliwość jej zapamietania przez świadków !

  • Czerwiec 19, 2014

    wuxi

    Właśnie dziś zatrzymała mnie straż miejska i myślałem że mnie na samym wstępie zpałują za jazdę rowerem z silnikiem spalinowym, przy okazji jeszcze nie podobały im się światełka rowerowe brak odblaskowych no i lekko łysawa tylna opona, plusa od nich dostałem za jazdę w kasku. Po konsultacji z kimś może bardziej biegłym w przepisach przez telefon co im zmiękło i stwierdzili że rower jest ładnie zrobiony i tylko dla tego mnie puszczają ale mam go powadzić. Oczywiście dla świętego spokoju tak zrobiłem.

  • Czerwiec 22, 2014

    Krzysiek z Lublina

  • Czerwiec 22, 2014

    MaciekR

    @Krzysiek

    140W (mocy) energii (elektrochemicznej przetworzonej na mechaniczną), tyle wytwarza człowiek.

    A te 45W mocy „końcowej” w postaci energii elektrycznej. Chyba, bo autor za dużo nie napisał.

    W artykule brak szczegółów technicznych odnośnie jak była przetwarzana energia na prąd. Ma to wpływ na sprawność całego układu.

    Ciekawy artykuł, ale bardziej popularny, niż naukowy. Ten z Młodego Technika (link podałem wcześniej) przynajmniej opiera się na jakiś konkretnych danych.

    Swoją drogą porównując obydwa można zobaczyć jak spada poziom prasy, a to tylko 25 lat różnicy… a ten z MT jest pisany z myślą „tylko” o młodzieży.

  • Czerwiec 23, 2014

    JDG

    @Wilio – urzekła mnie Twoja przygoda. No i ta teoria panów mundurowych… ;):)
    @wuxi – twoja przygoda natomiast dowodzi że ci akurat panowie mundurowi zarzucili trudną sztukę czytania i pisania i stali się organizmem komórkowym Z jedną komórką na dwóch. To nawet pantofelek tak nie ma ;):)

  • Sierpień 9, 2014

    rowerzysta-minimalista

    Jeśli chodzi o moc silników, to nic nie zastąpi zdrowego rozsądku. Jak ktoś już wcześniej napisał, moc ciągła przeciętnego człowieka wynosi 140-180 watów. Niezrozumiałe jest więc dla mnie takie czepianie się że silnik w rowerze ma”tylko” 250 watów. To całkiem sporo biorąc pod uwagę rzeczywistą moc potrzebną do sprawnego poruszania się rowerem.

    A teraz idźmy dalej – rower jest konstruowany na takie a nie inne moce, a więc elementy napędu, rama, koła, HAMULCE. Czy instalując silnik o mocy 1000W instalujecie jednocześnie odpowiednio mocniejsze hamulce ? Zawsze z entuzjazmem mówi się o mocy silnika, a czy kiedykolwiek rozmyślaliście o MOCY HAMULCÓW ? Napiszę w bardzo dużym uproszczeniu – do sprawnego i bezpiecznego poruszania się danym pojazdem, moc jego hamulców powinna wynosić trzy-czterokrotność mocy napędu. Montując silnik 1000W powinno się zapewnić moc hamowania o wartości około 3500W. A jaką moc mają Wasze hamulce…?

    Doskonałość roweru polega na tym, że dzięki niemu uzyskujemy maksymalne wydajności przy minimalnych wkładanych mocach.

Zostaw komentarz